Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie za granicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie za granicą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lutego 2018

Bieg z naleśnikiem jednym ze sposobów na ostatkową zabawę




W Polskiej kulturze dziś Ostatki czy jak w niektórych regionach zwany Śledzik, a w anglojęzycznych krajach - Wielkiej Brytanii, Irlandii, USA, Nowej Zelandii i Australii - ten dzień obchodzony będzie jako Święto Naleśnika (Pancake Day).
Pancake Day obchodzony jest zawsze we wtorek poprzedzający Środę Popielcową, stąd inna nazwa tego dnia, znana jako Pancake Tuesday (Naleśnikowy Wtorek).

W tradycji chrześcijańskiej, aby dobrze przygotować się do trwającego czterdzieści dni Wielkiego Postu, należy pozbyć się wcześniej wszelkich tłustych produktów, takich jak jajka, mleko, mąka, stąd idea pieczenia naleśników lub pączków.

piątek, 22 grudnia 2017

Święta zaklęte w ciasteczku czyli o mince pie słów kilka




Swe korzenie mają na Bliskim Wschodzie, skąd  do Europy w czasach wypraw krzyżowych przywieziono sposób pieczenia kruchego ciasta oraz bogate składniki.  Znane były już na rzymskich stołach, w czasie obchodów świąt zwanych Saturnalia. W Anglii znane były początkowo pod nazwą coffin pie (ciastko trumna)  bo były większe niż dotychczas i miały swym kształtem przypominać trumnę lub żłobek Dzieciątka Jezus i pod taką nazwą występowały w starych angielskich książkach kucharskich.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Brytyjska kuchnia nie taka zła



         



Zanim przyjechałam do Anglii wiedziałam jedno – jedzenie jest tu niedobre. Mówili to wszyscy, którzy w Anglii byli, mieszkali, lub nie byli, ale  znali kogoś, kto tam był. Uznałam to prawie za pewnik, a że lubię jeść była to sprawa najbardziej spędzająca mi sen z powiek, poza oczywiście wiecznie mglistą angielską pogodą. Umię też gotować, więc pomyślałam, że ostatecznie postaram wyczarować coś zjadliwego.
Już pierwszy spacer po Wellingborough Road w Northampton przekonał mnie, że mit wszechobecnej ''fish and chips'' jest tako samo wyssany z palca jak i obraz wiecznie zamglonego Londynu z filmów o Sherlocku Holmsie. Mijałam bufet za bufetem, eleganckie restauracje, jadłodajnie, bary szybkiej obsługi serwujące kuchnię z całego niemal świata, a moje zdziwienie sięgnęło zenitu gdy odwiedziłam pierwszy z brzegu duży sklep spożywczy. Półki wręcz uginały się od półproduktów, których w Polsce nie miałam okazji nawet oglądać. Kiedy w charity shopie kupiłam starą brytyjską książkę kucharską (dla zainteresowanych była to ''Good Housekeeping Cook Book, London, Ebury Press, 1980) i pobieżnie ją przejrzałam przekonałam się, że tradycyjna kuchnia jest zbliżona do polskiej ale potrafi też być nieco egzotyczna i na pewno nie jest monotonna ani pozbawiona smaku. Używając tylko i wyłącznie brytyjskiej książki kucharskiej, a jak wiadomo na rynku znaleźć można książki wszystkich kuchni świata, z dostępnych tu produktów można by przez cały rok gotować codziennie coś innego i nie popaść w kulinarną rutynę.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Czy w Irlandii trójka dzieci to dużo?





Od ponad dziewięciu lat mieszkam za granicą, od siedmiu jestem mamą i może mam troche inne spojrzenie na macierzyństwo niż to w Polsce, bo go po prostu nie przeżyłam.